Telefonowe igraszki

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone

Piątek wieczór, po pracy, zaczyna się leniwe życie. Wszystko spowalnia, na wszystko zaczynamy mieć czas. Korzystając z tego błogiego stanu oraz z tego, że żona krząta się jeszcze po kuchni, postanawiam wejść na mój ulubiony serwis – za10groszy.pl.

Często tutaj zaglądam, też i często coś wygrywam, a to jakiś bonik Sodexo wpadnie, tudzież masażer do stóp. Fajne nagrody, zabawy bez liku, no i te emocje! Adrenalina skacze pod sufit. Zegar głośnym tyk, tyk, tyk odmierza ostatnie sekundy na przebicie. Może teraz, może w tej chwili wygram wymarzoną rzecz, może już nikt mnie nie przebije i nie ma ustawionych automatów…

Ileż to razy człowiek tak myślał, a później darł się na całe gardło, gdy powyższe się sprawdziło. Ten wieczór też miał być taki – pomyślałem sobie. Zakupiłem więc pakiecik bidów. Nic nadzwyczajnego, zwykłe 200 sztuk w promocyjnej cenie i ruszyłem na łowy.

Zacząłem na spokojnie próbując wygrać aukcję przebijając przeciwników ręcznie, bez nastawiania automatów

Zacząłem na spokojnie próbując wygrać aukcję przebijając przeciwników ręcznie, bez nastawiania automatów, gdyż z racji małej ilości bidów moja gra zakończyłaby się przed czasem. Uderzyłem w myszkę do komputera, ale bez rezultatu, później kilka razy w bony sodexo, obserwowałem też kilka innych aukcji na przedmiotach, na które – jak to się mówi – zaczaję się później jak nazbieram amunicję. Zabawa była przednia, emocje rosły coraz większe, aż tu wreszcie usłyszałem z pokoju obok zachętę, bym obejrzał z żoną film.  Skończyła wszelkie prace porządkowe i postanowiła oddać się relaksowi.

No i mamy dylemat. Co tu robić? Zostać przy komputerze grając dalej na aukcjach – przecież zostało mi jeszcze ok. 100 bidów – czy iść, obejrzeć z żoną jakiś film? I tu narodził się cwany pomysł: przecież można grać na za10groszy.pl na telefonie. Włączyłem telefon, zalogowałem się i poszedłem do żony oficjalnie oznajmiając, że już wyłączam komputer. Jednym okiem patrząc w telewizor, drugim na ekran telefonu postanowiłem zaszaleć moim ostatkiem bidów i ustawić automat w myślach knując sobie, że może będę tylko tym jedynym automatem, który zwykle zbiera nagrodę.

Odliczanie ostatnich sekund i za chwilę start! Serce wali jak młot, a z ekranu wylewają się hektolitrami potwory z jakiegoś podrzędnego filmu

Na celowniku stacja dokująca do PS4. Aukcja rusza za kilka minut, także z racji na „niepopularną” nagrodę jeszcze nic się nie dzieje. Dwa przebicia z ręki innych uczestników i mój zaczajony automat. Odliczanie ostatnich sekund i za chwilę start, serce wali jak młot, a z ekranu wylewają się hektolitrami potwory z jakiegoś podrzędnego filmu, jakich to mamy teraz setki. Jedno oko na telefon, drugie na ekran z truposzami – bo przecież oglądam film z żona, odliczam w myślach: 5, 4, 3, 2 przebicie! I znowu 5, 4, 3 przebicie! Aukcja ruszyła z kopyta. Dla niepoznaki ja też przebijam raz czy dwa z ręki i czekam na wystrzelenie mojej wunderwaffe (cudownej broni) w postaci automatu. Wreszcie jest pierwszy strzał automatów! Niestety nie jestem sam. Towarzyszy mi jeszcze jeden automatyczny strzelec. Humor troszkę opada, ale jeszcze jest nadzieja, że przeciwnik ma mniej amunicji niż ja.

Pierwszy strzał – serce wali, chce wyskoczyć.
Drugi strzał – tętno 200.
Trzeci strzał – już jestem sam, przeciwnik poległ – pada niecenzuralne słowo i zaczyna się odliczanie czerwonego wyświetlacza aukcji przy wrzaskach w tle wydobywających się z telewizora z oglądanego z żoną filmu.
3, 2, 1 – Zakończona!! Wygrałem. Mój awatar stoi dumnie z oczekiwanym napisem nad głową. Kolejna wygrana i to w piątkowy wieczór. Radości nie ma końca. Z dumą pokazuję żonie, jak to wygrałem aukcję, a zachwytom nad moją osobą nie ma końca…


Autor:

Udostępnij Ten Post Na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.