O hienach raz jeszcze

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone

Temat który chcę poruszyć w tym wpisie jest odwiecznie wałkowanym tematem, stanowiącym problem tego serwisu aukcyjnego – a mianowicie chcę napisać o tzw. „hienach”. Jako “świeża krew” [czytaj: nowy użytkownik], uznałam, że najbardziej fair będzie licytować zawsze od początku lub też wtedy się włączyć, gdy pojawi się na aukcji jeden automacik, więc się dołączam – wchodząc jako drugi automat, nie podbijam ręcznie jak dzieciak z piaskownicy.

Dlatego też sugerując się swoją zasadą i rozumem tak uczyniłam, dołączyłam po 3 przebiciach automatu, który był sam i od razu przeczytałam na czacie: “Ty hieno”. Owe wyzwisko uznałam za bezpodstawne i niesprawiedliwe, bowiem dla mnie hiena oznacza użytkownika, który włącza się do aukcji w momencie, gdy aukcja osiąga kwotę, która wskazuje na to, że licytujący wydali już pokaźną ilość bidów. A tu trzy przebicia automatu i hiena??? Może ja mam jakieś idiotyczne pojęcie na ten temat? Poza tym, moim zdaniem, zamiast wydawać swoje bidy na idiotyczne wpisy na czacie, lepiej kliknąć na jakiejś aukcji kilkakrotnie ręcznie i może się fuksnie – co mnie się udało! 🙂 i chociaż wylicytowany przeze mnie ręcznie przedmiot nie był spełnieniem moich marzeń, to krzyk, pisk i skakanie przed kompem z radości, że udało się go zdobyć licytując ręcznie, był niezastąpiony i nie do opisania. W wolnym czasie, którego niestety mam niewiele, obserwuję aukcje.

Założyłam sobie nawet taki zeszyt, gdzie zapisuję sobie, który z loginów “nie odpuści”, choćby nawet miał stracić dwa razy tyle bidów. Mam też zapisane loginy, które “z klasą”, gdy kończą im się bidy lub gdy decydują się na zaprzestanie licytacji, opuszczają aukcję cichutko… bez podbijania ręcznego, nawołującego w ten sposób “stado hien”, które tylko czekają na okazję, czają się jak zły szeląg. Pewnie nie poruszałabym tego tematu, gdyby nie to, że ostatnio i mnie spotkało wtargnięcie hieny, i chociaż worek bidowy nie był jeszcze pusty, postanowiłam po prostu odpuścić, chociaż tak bardzo było mi szkoda 🙁 Hienę przywołał podbijaniem ręcznym mój przeciwnik, który miał ustawiony razem ze mną automat od samego początku. Przecież chyba lepiej dać wygrać temu, kto licytował od początku, niż chichoczącej, przyczajonej tuż za rogiem hienie? A może źle, że się wycofałam? Nie mam jeszcze takiego doświadczenia w licytacjach, no i przede wszystkim moje konto bidowe nie pęka w szwach – niestety 🙁 Zastanawiam się, czy taka wygrana “na hienę” cieszy tak samo? Pewnie tak, albo może jeszcze mocniej, bo przecież udało się przechytrzyć, utrzeć nosa lub też wykończyć przeciwnika.

Ciekawi mnie jednak, co myśli taka hiena, gdy wygra aukcję. Czy bierze pod uwagę fakt, że kiedyś przysiądzie do aukcji hienka, identyczna jak ona sama, z tym, że bogata w bidowy worek? I z taką kwestią do przemyślenia zostawiam wszystkie hieny, pozdrawiając pozostałych użytkowników serwisu, jednocześnie żywiąc nadzieję, że zbierze się kiedyś “kawalkada” i nadepnie mocno na ogon tym, którym takie przydeptanie się należy. Żeby nie myślały sobie, że jak wyszło raz, drugi, trzeci… to wyjdzie piąty, dziesiąty i ochnasty…


Autor:

Udostępnij Ten Post Na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.