Uważajcie na Morfeusza

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone

Wróciwszy późną nocą do domu z wypadu na „haratanie w gałę”, postanowiłem odpalić komputer i zerknąć na batalie toczące się w świecie wirtualnym. Organizm, pobudzony pościgami za szybko przemieszczającą się po boisku piłką, nie wykazywał senności. Jako że następnego dnia wypadała sobota i mogłem sobie dłużej pospać, postanowiłem zabawić się w nocnego myśliwego w „lesie za10groszowym”.

Wszedłem w gąszcz zagajnika, jakim są aukcje i próbowałem wypatrzyć ciekawą i łatwą do upolowania zwierzynę. Pomimo późnej pory, ilość myśliwych wcale nie zmniejszyła się w porównaniu do pory dziennej. Za dorodnymi łaniami (telewizorami) i dzikami (laptopami) uganiało się po trzech lub czterech myśliwych. Jak wiadomo, im większe zainteresowanie danym okazem, tym trudniej upolować zdobycz. Ja upatrzyłem sobie dwie przepióreczki (perfumy i samochodzik) i postanowiłem zasadzić się na nie w sobie tylko znanej kryjówce. Do rozpoczęcia pierwszej gonitwy za przepiórką zostało jeszcze trochę czasu, postanowiłem odpalić stronę z grami słownymi. Stoczyłem udany bój literkowy z dwoma przeciwnikami. Rozpocząłem kolejny, gdy przypomniałem sobie o „tłustej przepióreczce”, która powinna już pojawić się w zasięgu strzału bidowego. Szybko przeskoczyłem na „polanę za10groszową”, lecz po „przepiórce” pozostało jedynie wspomnienie. Inny myśliwy, który czujnie obserwował rozwój wypadków, zaniósł już zdobycz do swojego spichlerza. Pozostała mi jeszcze druga upatrzona okazja, jej już nie mogłem stracić. Poczekałem cierpliwie do rozpoczęcia gonitwy i ustawiłem automat bidowy. Na szczęście nie było zbyt dużo chętnych i na placu boju pozostałem tylko z jednym przeciwnikiem.

Po pierwszej turze podbić szala zwycięstwa nie przechylała się w żadną stronę. Na mojej twarzy powoli zaczęło malować się zmęczenie. Późna pora i monotonność automatów coraz bardziej popychały mnie w ramiona Morfeusza. Starałem się jednak nie dawać za wygraną. Po kolejnej ilości automatycznych przebić postanowiłem załadować znaczną ich ilość do automatu i obserwować rozwój sytuacji. Tak też zrobiłem. Rozsiadłem się wygodnie w fotelu i obserwowałem zmieniające się cyferki. Nagle bolesne uderzenie głową w blat biurka postawiło mnie na równe nogi. Okazało się, że Morfeusz sprawił mi psikusa i zawładnął moją osobą. Szybko zerknąłem na monitor i moją „przepióreczkę”. Niestety batalia była zakończona, a nazwa przeciwnika widniała jako zwycięzca. Zniesmaczony wyłączyłem komputer i czym prędzej wślizgnąłem się pod ciepłą kołderkę. Jutro też jest nowy dzień, a okazje przecież nie uciekną – pomyślałem i smacznie zasnąłem.


Autor:

Udostępnij Ten Post Na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.