Polowanie czas zacząć

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone

Godzina 5:00 czasu wschodnioeuropejskiego, dokuczliwy ból pleców obudził mnie z błogiego snu. Troszkę zaspany zastanawiam się, o co chodzi? Czy to wybuch automatu bidowego trafił mnie swoim odłamkiem czy może jakaś hiena wyskoczyła z ukrycia i rzuciła się na plecy? Na całe szczęście to tylko starczy ból, który nawiedza mnie ostatnio w pozycji horyzontalnej.

Jako, że i tak już nie zmrużę oka, odpalam wysłużonego kompa. Dziwny dźwięk rzężącego wiatraczka przy karcie graficznej powoli zaczyna zakłócać ciszę, która próbuje jeszcze zawładnąć pokojem. Jednak blask monitora i ciche buczenie kompa oznajmiają, że ktoś wyruszył na łowy.

W końcu pojawiła się dorodna łania (telewizor). Myślę sobie – mięska z tego będzie trochę dużo, ale zawsze się przyda w domowej spiżarni. 

Wyposażenie myśliwego nie jest zbyt wymyślne, ot, kubek kawy, strumień zimnej wody na twarz i polowanie czas zacząć. Zwierzyna troszkę jeszcze uśpiona, bo i pora wczesna, jednak co sekundę, minutę, godzinę myśliwych i łatwej do upolowania zwierzyny przybywa. Wybrałem stanowisko daleko od innych, aby niepostrzeżenie spróbować ustrzelić jakąś drobną zdobycz. Początkowo nic ciekawego się nie pojawiało, zbieracze jagód (amatorzy pakietów bidowych) trochę narobili hałasu, następnie grzybiarze (amatorzy tańszych perfum) przeszli całą watahą przez las.

Ja jednak czekałem na swoją okazję. W końcu pojawiła się dorodna łania (telewizor). Myślę sobie – mięska z tego będzie trochę dużo, ale zawsze się przyda w domowej spiżarni. Podkradłem się niepostrzeżenie i wziąłem ją na celownik bidowy. Nagle leśną cisze rozdarł strzał, potem następny, a na koniec cała kanonada. Hałas dudnił po lesie oznajmiając, że nie tylko ja chciałem w łatwy sposób zapełnić domową spiżarnię.

Pomyślałem przeczekam, może skończą im się naboje. Jednak gwar, brzęk i odgłosy kanonady przybierały na sile. Nagle jeden z myśliwych wyskoczył z ukrycia, potem następny i następny. Nie strzelali już tylko pojedynczymi strzałami, a uruchomili automaty (nie wiem po co?), które rozszarpywały wszystko wokoło. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilkakrotnie. Miałem dość wszystkiego i wszystkich. Pomyślałem sobie, że czas zmienić miejsce albo sposób polowania. Może przerzucić się na jagody, bądź dołączyć do grzybiarzy? Jak pomyślałem, tak zrobiłem. I powiem Wam, że to był “strzał w dziesiątkę”.

Swoje łowy zakończyłem z kilogramem jagód (pakietem bidowym) i dwoma koszami dorodnych grzybów (pięknych perfum). Jednak to, co widziałem podczas polowania na łanię do dziś nie daje mi spać.

Łania skończyła w spiżarni innego myśliwego, a raczej kłusownika (hieny), który dołączył do innych, jak mieli już kilka kilometrów i godzin w swoich nogach. Jednak i on poniósł spore straty, co ucieszyło zarówno zbieraczy jagód, jak i grzybiarzy i myśliwych.

Pzdr R. H. w a(u)kcji


Autor:

Udostępnij Ten Post Na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.