Z polecenia brata

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone

Jakiś czas temu mój brat polecił mi serwis za10groszy, chwalił się wygranymi słuchawkami, kartami pamięci, pendrive’ami i bonami, za które robił zakupy. Stwierdziłam, że jeśli on może wygrywać, to dlaczego ja nie? Brat udzielił mi kilku wskazówek, no i zaczęło się. Zainwestowałam 45 zł w pierwszy pakiet bidów i… już kilkoma kliknięciami wygrałam dla siebie perfumy Versace! Emocji co nie miara, pierwsza wygrana i od razu tak przydatna rzecz w życiu kobiety :).

Jako że jedną z porad otrzymanych wcześniej było, żeby licytować spokojnie, postanowiłam już tego dnia sobie darować. Ale gdy obudziłam się rano, pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było włączenie komputera. Tym razem postanowiłam zachować rozsądek, bo pula na koncie nie była wielka. I tak oto, rozsądnie grając, w ciągu jednego dnia wygrałam 4 aukcje z bonami po 50zł! Już wtedy wiedziałam, że chyba się uzależnię od łatwych wygranych.

Niestety nie mogłam dalej licytować przez limity osiągniętych wygranych. Na moim koncie zostało wtedy jeszcze około 400 bidów. Odczekałam więc miesiąc, cały czas obserwując aukcje i odwiedzając portal przynajmniej 2 razy dziennie. Miesiąc wydawał się rokiem, kiedy ciągle nie mogłam licytować, a aukcje kończyły się na kilku groszach… Zaczęło mi się wydawać, że z tą ilością bidów mogę już zawalczyć o coś, co potem wymienię na jeszcze większą pule bidów. Kiedy już nastąpiła ta chwila, zaczęłam licytować różne rzeczy, często kilka naraz. Bidy rozeszły się momentalnie i nic nie udało się wygrać. Załamałam się, bo myślałam że to już koniec mojej przygody z za10groszy. Postanowiłam odpuścić. Jednak kilka dni później znowu usłyszałam od brata, że wygrał bezprzewodową myszkę, w tym momencie powiedziałam sobie: “Wracam do gry, jeszcze dziś wykupię pakiet 200bidów i walczę dalej!”.

Brałam udział w jednej aukcji, z emocji aż cała się spociłam, w pewnym momencie nie wytrzymałam napięcia i włączyłam automat, który pochłonął wszystkie moje bidy. Kolejny raz bez wygranej, ale przecież to było tylko 30zł, zaryzykowałam i wykupiłam kolejne. Tym razem spokojnie licytowałam po jednym przebiciu i kiedy już otarłam się o wygraną, włączył się automat, z którym, nauczona doświadczeniem, nie chciałam walczyć, automat przebił jeszcze 2 razy i wygrał. Znów nie udało mi się nic wygrać. Cóż, trzeba się godzić z porażkami. Może blog za10groszy podratuje moją sytuacje? Może jeszcze nie wszystko stracone?

Pozdrawiam,

Agnieszka Czarnecka


Autor:

Udostępnij Ten Post Na

2 Komentarze

  1. Fajnie się wygrywa, ale niestety czasami nadchodzą chwile porażki. Miałam tak samo. Nie trzeba się poddawać i należy próbować dalej – w miarę rozsądku. Najważniejsze jest by traktować spotkania z serwisem za10groszy jako zabawę i relaks a nie jak łatwy zarobek. i wtedy pójdzie z górki…

    Odpowiedz
  2. Bardzo ciekawy i prawdziwy post. Serwis uzależnia i wiem to po sobie. Miesiąc, który trzeba odczekać po wygraniu 5 aukcji jest czasami nie do zniesienia. Człowiek odlicza kolejne dni. Z niecierpliwością wyczekuje momentu, kiedy chociaż jeden “slot” z limitów zostanie odblokowany i będzie mógł wrócić do gry. Z tym powrotem bywa różnie. Czasami po tak długim “odwyku” od razu chcemy coś wygrać, czasami nie licząc sie z kosztami. Grunt to podchodzić do sprawy rozsądnie, ale róznie z tym bywa:) Wiem po sobie 🙂 Chciałbym jeszcze dodać, że chyba nie ma uniwersalnej taktyki na wygraną i trzeba mieć naprawde masę szczęścia, ale moim zdaniem to własnie o to w tym wszystkim chodzi. Jakby było za łatwo to nie doświadczylibyśmy tylu emocji, zarówno tych pozytywnych jak i czasami negatywnych. Dla mnie za 10 groszy to adrenalinka i choć nie jestem typem hazardzisty, to jednak gram tutaj, własnie ze względu na rywalizację i emocje temu towarzyszącę. Pozdrawiam Rafał

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.