Ach ta grypa

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone

Jakiś czas temu założyłem konto na za10groszy. Podejrzewam, że jestem jedną z wielu osób licytujących, które tu grają ze zmiennym szczęściem. Wygrałem kilka drobnych sprzętów domowych i trochę bonów. Do tej pory po podliczeniu korzyści i strat wychodziłem na niewielkim plusie.

Po jakimś czasie wciągnęła się też moja żona, wygrywając kilka kolejnych przedmiotów. Układało się tak, że licytowaliśmy na za10groszy w tygodniu, zazwyczaj wieczorami. Nigdy w weekendy, ponieważ zawsze wyjeżdżaliśmy do rodziny, znajomych lub realizowaliśmy weekendowe wycieczki. Nadszedł upragniony koniec tygodnia pracy czyli piątek, jednak nasze odczucia były pozbawione entuzjazmu, gdyż dopadła nas grypa.

W sobotni poranek obudziliśmy się mocno osłabieni objawami choroby. Było pewne, że czeka nas weekend w domu. Po południu zaczęliśmy szukać sobie zajęcia. Żona zasiadła przy laptopie twierdząc, że musi nieco nadgonić obowiązki związane z pracą. Sam również zasiadłem przed komputerem ale w innym celu, aby po licytować na za10groszy. Zakupiłem doładowanie na 1000 bidów i postanowiłem coś upolować. Akurat startowała licytacja bonów za 100zł, ustawiłem więc automat i zacząłem obserwację. Po krótkim czasie bony były już moje, więc pełen zapału postanowiłem wystartować na kolejnej licytacji, tym razem o żelazko.

Upłynęło kilkanaście minut, walczyłem z 2 osobami, które po jakimś czasie odpadły i aukcja się zakończyła się moim zwycięstwem, o czym natychmiast poinformowałem żonę. Stwierdziła, że widocznie mam dziś szczęście. Po wygraniu żelazka pozostało mi na koncie ok. 200 bidów. Uznałem, że nawet jak już nic nie wygram, to i tak dziś jestem na plusie. W tym czasie żona skończyła służbowe sprawy i postanowiła też spróbować szczęścia w grze. Ku mojemu zaskoczeniu tego dnia do wieczora wygrała dwa przedmioty, a ja jeszcze jeden, który wymieniłem na bidy.

Podsumowując tego dnia wygraliśmy razem 5 rzeczy za łączną sumę ponad tysiąca złotych, kupując przy tym doładowania za 260 zł. Weekend z grypą w domu okazał się bardzo szczęśliwy dzięki za 10groszy. Być może trafiliśmy na dzień, w którym mało osób licytowało, a może po prostu sprzyjało nam szczęście. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przytrafi nam się taki szalony weekend zakupów. Teraz jak mamy coś kupić, to najpierw sprawdzam, czy dana rzecz pojawia się na za10groszy, a dopiero kiedy przedmiot nie występuje to kupuję w normalnej cenie.

Pozdrawiam gorąco!


Autor:

Udostępnij Ten Post Na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.