Dawno, dawno temu…

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone

Za siedmioma górami, za dwoma jeziorami, za jednym lasem… żyłem ja sobie z pewnym zapasem… BIDzików. Żywot ja wiodłem swój hulaszczy, od pakietu do pakietu, od flaszki (perfum) do flaszki a i czasami zdarzyły sie fistaszki. A i kompanija była przednia, były i księżniczki i dzielni wojowie, choć co poniektórzy mieli coś z rycerza, ale to nie była odwaga – raczej zakuty łeb.

Chociaż bywało że i sam imć pan we własnej osobie, zachował się jak rycerz. Walka z niektórymi często przypominała walkę z wiatrakami, ale i te czasami padały pod naporem dzikiej hordy. No i tak ja żył, jak niektórzy mówią – krótko ale godnie, łupiąc co dzień wszystko, co stanęło na mej drodze, zabierając coraz to większe sakiewki z BIDami, nie zważając na ofiary. Trafiłem w końcu na elektora, który w podzięce wysłał za mną czarne chmury, rozsyłając wici po BIDlandi. Dopadli mnie a ja, pewny swego zwycięstwa i pozycji, postawiłem wszystko na jedyną mą kartę. Karta jednak przetargowa okazała się zbyt słaba. Przeciwnik miał asa w rękawie i jokera w zanadrzu, który rzekł ze swym szelmowskim uśmieszkiem, że szans na wyjście z tej potyczki cało dla mnie nie widzi. Pojmany, sakiewki pozbawiony, przez elektora na banicje skazany, postanowiłem z Rumcajsem pograndzić. Niestety, tego jegomościa uraczyć w jego Rzacholeckim Lasku nie sposób już dawno a i Robin Hood po gościńcu nie grasuje jak kiedyś.

Wróciwszy ze swej tułaczki po kartach historii przeleciwszy, próbując znaleźć bratniej duszy ślad, pomiarkowałem że ze starej gwardii zostało jeno wspomnienie… A nuż gdzieś z popiołów powstali z nowymi twarzami? Patrząc na dzisiejsze BIDowe sakiewki do złupania gotowe, myśl człowieka nachodzi, że aby trzosik konkretny uskrobać to się trza nieźle pogimnastykować. Ongiś bywały trzosy krwią niewiniątek ociekające a panowie, którzy weszli w ich posiadanie, straty sromotne ponieśli. Nawet baroni BIDowi czasami tu nieźle po uszach dostają choć mówi się, że wyślizgane sanie lepiej suną… Jednak zawsze jest jakieś ale… I tutaj morał tej bajki: “Gdy tylko człowiek stanie się w czymś mistrzem, winien zostać uczniem w innej dziedzinie”. Próbowałem swoich sił w innych serwisach, ale żaden nie przypadł mi do gustu i powiem szczerze, bez odżegnując się od tanich pochlebstw: za10groszy to najlepszy karawan na którym można coś niedrogo złupić, albo zostać złupionym. Pozdrawiam gorąco tych i tych, i tamtych także.


Autor:

Udostępnij Ten Post Na

3 Komentarze

  1. dobra opowieść..
    pozdrowienia od barona ze Śląska, nieco osłabionego po wczorajszym starciu z bramką na disco party…;(
    ajć brzuszek boli ;(

    blee

    Odpowiedz
  2. nawet najlepszy karawan to zawsze jeno pojazd pogrzebowy,
    stare czasy zawsze lepsze od nowych
    a nowymi gębami nie gardź pochopnie rycerzu
    I choć mój posag dawno uniosły hordy barbarzyńskie
    pozdrowienia równie gorące Ci przesyłam
    🙂

    Odpowiedz
  3. Hej.Ja tam wiecej przegrywam jak wygrywam.Ale i tak bede grał bo to swietna zabawa.Pozatym napewno kiedys los sie odwróci – jak mu pomoge i nabiore troche doswiadczenia :)Napewno juz zauwazyłem ze nie mozna nic na hama bo hieny tylko czychaja na nowych jak aukcja sie przedłuza.pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.